3 kadencja, 76 posiedzenie, 2 dzień (28.04.2000)16 i 17 punkt porządku dziennego:
16. Informacja rządu o aktualnym stanie oraz przyszłości sektorów bankowego i ubezpieczeniowego w Polsce.
17. Poselski projekt uchwały w sprawie kierunków prywatyzacji PKO BP, BGŻ oraz PZU SA (druk nr 1875).Poseł Piotr Ikonowicz:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Na początku tzw. transformacji ustrojowej widzieliśmy bardzo charakterystyczny obrazek. Otóż znani aktorzy pojawiali się na ekranach telewizorów i mówili: nareszcie jesteśmy we własnym domu. Gdybyśmy chcieli sobie wyobrazić teraz takiego aktora, to siedziałby on na krześle w gołym polu, bo ten dom już nie ma ani sufitu, ani ścian, ani fundamentów, ponieważ je rozebrano i sprzedano. I to jest, oczywiście w symbolicznym układzie, to, co się dzieje z całą polską gospodarką, to, co się stało z sektorem bankowym.
Natomiast chciałbym spróbować trochę rozszyfrować treść tej debaty, bo myślę, że przedstawiciele rządu narzucili ton debaty o szczegółach technicznych, mnożyli liczby po to, żeby nic nie powiedzieć, a zaciemnić obraz. Otóż tam, gdzie się stawia zasłonę dymną, jest coś do ukrycia. Zacznijmy od pytania, cóż to jest właściwie bank. Jeżeli ktoś był w banku Pekao SA, w jego oddziale nawet w najbiedniejszym mieście, to będzie wiedział, że wchodzi do świątyni pieniądza, świątyni często już klimatyzowanej, gdzie brakuje tylko złotych klamek i w której aż śmierdzi dużymi pieniędzmi. Ktoś powie: pachnie, ja tak nie powiem. To są pieniądze, które ktoś tu nazwał produktem. I to jest jeszcze jedno zakłamanie w tym języku, w liberalnym mówieniu o bankach że banki proponują produkty. Otóż banki nie proponują żadnych produktów. Banki to są takie okienka, w których jest napisane: ˝tu wpłacać˝, i ludzie wpłacają. A jeżeli pożyczają, to muszą oddać wiele razy więcej, niż pożyczyli. Trudno sobie wyobrazić instytucję, w której mniejszym kosztem można by osiągnąć większe zyski.
Innymi słowy, kiedy minister Wąsacz i wicepremier Balcerowicz powiadają, że w stosunku do wartości księgowej uzyskali dobrą cenę za sprzedany bank, to nasuwa się pytanie, czy kpią, czy o drogę pytają, ponieważ w żadnej z tych wypowiedzi nie padła informacja zasadnicza: ile zysku przynoszą banki, które sprzedali. Otóż ten zysk jest wielokrotnie większy od ceny sprzedaży. Czyli w istocie sprzedaje się kury znoszące złote jajka za niewielką część zysków, jakie można ze sprzedaży tych jajek osiągnąć. (Oklaski)
Pytanie następne to pytanie o to, dlaczego. To jest pytanie zasadnicze i chyba najbardziej frapujące. W debacie między SLD a koalicją rządzącą słychać było taki ton: Jak prywatyzować? Nawet radykalny poseł Pęk powiada, że nie jest przeciwko prywatyzacji. Otóż jest w tym pewien dyktat ideologiczny. Każdy konsekwentny patriota czy demokrata, czy człowiek, któremu na sercu leży dobro Polski, musi zauważyć, że prywatyzacja banków oznacza ich sprzedaż w ręce zagranicznych inwestorów. I nie ma inaczej. Dlatego że jeżeli w Polsce pojawia się polski właściciel i powiada: mam miliard dolarów i chcę kupić bank, to pierwsze pytanie, które każdemu normalnemu człowiekowi przychodzi do głowy, brzmi: skąd po dziesięciu latach transformacji i polskiej biedy ktoś ma w rękach miliard dolarów? Drugie pytanie, jeszcze bardziej zasadne, to: czy to przypadkiem nie są pieniądze powierzone przez innego inwestora zagranicznego? I: oczywiście albo ukradł, albo dostał, żeby kupić w czyimś imieniu; innej możliwości nie ma. Czyli prywatyzacja banków i pozostawienie banków w rękach polskich właścicieli to są dwie rzeczy zupełnie sprzeczne.
Przed otwieraniem się Polski wobec struktur międzynarodowej finansiery wszyscy mieliśmy świadomość, że polski system bankowy jest słaby i nie obroni się przed konkurencją. Dlatego powstała słuszna koncepcja konsolidacji sektora bankowego, a więc takiego łączenia banków państwowych (bo w przewadze były banki państwowe) i nawet banków komercyjnych, żeby one mogły się oprzeć zagranicznej konkurencji. Ale okazało się, że ta groźba jest bezzasadna, bo wszystkie zagraniczne banki, które próbowały zbudować obok polskiego systemu bankowego własne okienka, własne sieci (bo istotą banku jest olbrzymia sieć lokali, agend i oddziałów terenowych), przegrały. Nie ma przykładu prywatyzacji założycielskiej przeprowadzonej przez najbogatsze nawet instytucje finansowe Zachodu, dlatego że jest to wyjątkowo kosztowne. Myśmy przez dziesięciolecia budowali te oddziały i te sieci. I oczywiście one stanowiły o atrakcyjności oferty, oferty tym bardziej atrakcyjnej, że bank PKO SA, który kontroluje i obsługuje 20% rynku bankowego 40-milionowego narodu, sprzedano za miliard dolarów w kraju, który ma 146 miliardów dochodu narodowego. I muszę państwu powiedzieć, że bardzo łatwo będzie sprawdzić a to jest wyzwanie, które rzucam Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, który zapewne przejmie władzę za półtora roku jak złym interesem jest interes robiony przez pana Wąsacza, który powinien raczej handlować pietruszką niż bankami. (Oklaski) Otóż przyszły rząd, przyszły premier, zapewne pan Miller, powinien złożyć właścicielowi PKO SA ofertę zakupu tego banku za 2, a może za 5 mld dol. i dla Polski będzie to znakomity interes. Muszę jednak już państwa rozczarować: Nikt nie będzie chciał za tyle sprzedać. I to będzie dowód, a także powód, dla którego panowie pan Balcerowicz i pan Wąsacz będą musieli uciekać z kraju, gdy się okaże, że za pięciokrotność nikt nie będzie chciał tego oddać. Takie to są interesy.
Główny spór toczy się o to, czy ma znaczenie to, czy banki są polskie. Otóż pytanie jest tylko takie: Czy chcemy, żeby olbrzymie zyski akumulowane w sektorze bankowym były częścią polskiego dochodu narodowego, czy też chcemy, żeby były wywożone za granicę i tworzyły miejsca pracy za granicą? Chcę powiedzieć, że dochód narodowy to jest suma płac obywateli, dochodów obywateli i suma zysków firm. Otóż krociowe zyski osiąga sektor bankowy i sektor ubezpieczeniowy. Jeżeli taki sektor jest w rękach kapitału zagranicznego, zyski wyjeżdżają.
Wreszcie kolejna kapitalna sprawa, o której tu już mówiono, ale którą trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, to sprawa warunków kredytowania gospodarki. Na początku wyprzedaży majątku narodowego ogłoszono, że trzeba sprzedawać przedsiębiorstwa dlatego, że nie mamy pieniędzy na inwestycje. Pytam: Gdzie zostały dokonane te inwestycje, poza zatykaniem dziur w budżecie, które miałyby pochodzić ze sprzedaży majątku narodowego? A z drugiej strony mam kolejne pytanie: Czy w 40-milionowym kraju ludzie tak jak to się dzieje na całym świecie nie powinni na tyle oszczędzać w bankach, żeby system bankowy przetwarzał ich oszczędności na pieniądze inwestycyjne? Tak być powinno, ale tak się nie stało. Wreszcie wszyscy pytają o to, jak prywatyzować. Powiadam prywatyzować sektora bankowego nie wolno. Natomiast do opowieści dziwnej treści należy wymyślanie jakiejś tajemniczej technologii, przecież ta technologia sprowadza się do brania pieniędzy za darmo, do udzielania kredytów na wysoki procent i do, szczerze mówiąc, najprostszej działalności zarobkowej. Otóż nie jest to nadzwyczajna technologia, której by Polacy opanować nie mogli, w związku z czym trzeba zastosować wzorce, które zastosowały kraje rozwinięte, przede wszystkim Unii Europejskiej. A one polegają na tym, że banki współpracują z rządem w realizacji strategii rozwoju gospodarczego. One polegają również na tym, że ta strategia wyznacza kierunki działania sektora bankowego, który współdziała o tyle, o ile jest związany większościowym pakietem kredytów z miejscowym rynkiem. Jeżeli jakiś bank zagraniczny kredytuje firmę na przykład w branży metalurgicznej, na przykład Thyssena w Niemczeczh, i do tego banku zwróci się polska huta o kredyt, to Thyssen natychmiast wycofa się z interesów z tym bankiem, jeżeli polska huta otrzyma lepsze warunki kredytowania niż wielki klient niemiecki. I tak się dzieje na całym świecie. Najlepszym tego dowodem jest to, że w krajach Europy Zachodniej, na przykład we Francji, każda próba tzw. wrogiego przejęcia banku takiego, z jakim mieliśmy do czynienia w przypadku BIG Banku Gdańskiego kończy się interwencją rządu i zapobieżeniem temu przejęciu. Otóż w większości rozwiniętych krajów dba się o to, aby sektor bankowy pozostawał w rękach właścicieli z danego kraju. Polacy jeszcze są na to za biedni. Dlatego trzeba jeszcze przez dłuższy czas konsolidować, starając się odzyskiwać udziały państwowe w sektorze bankowym tam, gdzie on już został sprzedany, a na pewno poddać kontroli Sejmu dalszą prywatyzację sektora bankowego.
Wreszcie sprawa najważniejsza. Otóż o stanie polskiej bankowości świadczy stan polskiego społeczeństwa. Jesteśmy społeczeństwem coraz bardziej rozwarstwionym, coraz biedniejszym, w którym 80% obywateli nie ma oszczędności w bankach. I to, co powiedział premier Balcerowicz, jest jawnym kłamstwem i nadużyciem, bo wśród tych 9 mln ludzi mających w większości tzw. ROR-y są ludzie, którzy są zadłużeni w bankach, to są ludzie już bez zdolności kredytowej albo to są ludzie, do których dociera minimalna pensja, którą oni tam odbierają. Natomiast ludzi rzeczywiście korzystający z kredytów bankowych, ludzi rzeczywiście odkładających pieniądze w banku nie ma więcej niż 20% jest to oficjalna informacja sektora bankowego. A więc sektor bankowy obsługuje dzisiaj co piątego Polaka i w dodatku obsługuje go w interesie zachodnich rynków, zachodniego rynku pracy, zagranicznych inwestorów. Jeżeli jest coś w kapitalizmie i gospodarce rynkowej, co decyduje o władzy, to jest to bank. Jeżeli straciłeś banki, to straciłeś władzę nad własnym krajem. I jeżeli reprezentacja całego polskiego społeczeństwa, jakim jest polski Sejm, nie może się dobić poddania kontroli prywatyzacji tego, co jeszcze zostało, to znaczy, że już przegraliśmy i nawet na tej sali rządzą zachodni inwestorzy. I mam nadzieję, że zdążymy, zanim wszystko zostanie wyprzedane bo podobne debaty będą dotyczyć wszystkich innych strategicznych sektorów o wysokiej stopie zysku, takich jak energetyka, telekomunikacja, sektor naftowy czy inne ważne strategiczne sektory, które są przeznaczone do prywatyzacji. I wreszcie pojawia się dramatyczne pytanie:...
..Czy można traktować gospodarkę jak upadający sklep, w którym wyprzedaje się towary i pożycza
pieniądze na wysoki procent? Pan Balcerowicz ogłosił ostatnio, że sprzedał obligacje na rynkach
międzynarodowych i że poszły one jak ciepłe bułeczki. Zapomniał dodać, że ta łatwa sprzedaż nie wynika z
dobrego stanu polskiej gospodarki, tylko z tego, że oprocentowanie było wyższe niż oferowane w krajach
Ameryki Łacińskiej i że w efekcie (Oklaski) Polska zadłużyła się na wysoki procent za granicą. I jeżeli mówi się z
tej trybuny tak często, że Gierek i PRL zadłużyli Polskę, to dzisiaj poziom zadłużenia zagranicznego i
wewnętrznego na koszt przyszłych pokoleń, przyszłych rządów, naszych dzieci i wnuków jest o wiele wyższy, a
źródła spłaty maleją, bo nie mamy już ani banków, ani fabryk. Dziękuję bardzo. Popieramy uchwałę zgłoszoną
przez PSL. (Oklaski)